niedziela, 16 sierpnia 2015

Ciasto z dzieciństwa :)

Przepis jaki poniżej opiszę, jest bardzo łatwym i szybkim przepisem ale nie o to chodzi :D

Przepis ten poznałem jako małe dziecko. Zawsze kojarzył i kojarzyć będzie mi się z wakacjami u moich dziadków na wsi. Zawsze gdy tylko papierówka obrodziła w sporą ilość jabłek, zbieraliśmy je i babcia piekła ciasto. Zapach tego ciasta otaczał cały dom i nie można było doczekać się aż ukroi się jeszcze gorący kawałek i się zje :) a przed pieczeniem najlepsze było surowe ciasto, którego pozostałe resztki wyjadało się z apetytem. Dodatkowo, to ciasto było pierwszym wypiekiem jakiego się nauczyłem i mi wychodziło (nawet jak był zakalec to było pyszne :D ).

Wczoraj będąc u mojej cioci dorwaliśmy sporo papierówek. Jak je zobaczyłem stwierdziłem, że muszę zrobić to ciasto i przypomnieć sobie chociaż odrobinę dziecięcych lat :)

I wiecie co? Udało się! Ciasto przepyszne, aż poparzyłem się jedząc pierwszy kawałek, a babcia brała dokładki :D


Przechodząc do sedna... Co potrzebujemy:

- 4 jajka
- 2 szklanki mąki (chyba najlepsza będzie tortowa)
- 1 szklanka cukru (ja pomieszałem pół na pół brązowy z białym)
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- kostka margaryny (najlepsza Kasia :D )
- jabłka lub inne kwaskowate owoce (trudno powiedzieć ile, zależy jak kto lubi, może być mniej, może być więcej)


Co robimy:

- białka oddzielić od żółtek
- ubić białka na gęstą pianę, dodać cukier i ubijać aż cukier się roztopi
- dodać żółtka i ubijać do jednolitej gęstej masy
- dodać mąkę i proszek, i jak wyżej ubijać do jednolitej masy, aż mąka się połączy z resztą
- kostkę margaryny rozpuścić w jakimś rondelku i jak lekko ostygnie dodać do masy
- całość wymieszać aż zrobi się płynne ciasto
- tak przygotowaną masę wylewamy do formy, wyłożonej wcześniej papierem do pieczenia (bądź wysmarowanej niedużą ilością margaryny ale łatwiej się wyciąga z papierem)
- posypujemy pokrojonymi w kostkę jabłkami
- tak przygotowane ciasto wkładamy do piekarnika rozgrzanego do około 180 stopni i pieczemy około 30-40 minut (trzeba sprawdzać czy się upiekło jakąś wykałaczką, jak ciasto się nie przykleja do drewna to jest już ok :D )
- po upieczeniu lekko ostudzić, pokroić i zajadać :D

Tak wygląda moja wersja:





SMACZNEGO! :D

niedziela, 2 sierpnia 2015

Zielono mi!

Czyli łosoś w zielonych barwach z czerwoną "pierzynką"

Ostatnio ktoś (nie będę wskazywał palcem :P) stwierdził, że na początku za dużo się rozpisuję. Specjalnie dla tej osoby przechodzę do sedna czyli do przepisu, na który dzisiaj wpadłem! :D


Składniki na jedzonko (w tym przypadku na jedną osobę):

- około 100 gr makaronu (ja użyłem zielonego makaronu z tapioką i z zieloną herbatą)
- 10 niedużych pomidorków cherry
- opakowanie łososia wędzonego (w tym przypadku to 100 gr)
- oliwa z oliwek (ja użyłem oliwy z czosnkiem)
- odrobina sosu sojowego
- sól, pieprz, suszone pomidorki jak zawsze :P
- dwa posiekane listki bazylii (to jako dodatek, jeżeli nie chcesz, nie musisz dodawać :) )

Jak i z czym przyrządzić:

- makaron przygotowujemy jak napisali w instrukcji na opakowaniu i odstawiamy na bok
- na patelni rozgrzewamy oliwę
- wrzucamy pomidorki pokrojone na ćwiartki i przyprawiamy pieprzem, pomidorkami i solą (ale nie za dużo, bo łosoś sam w sobie jest już słony)
- pomidorki smażymy aż puszczą soki, dolewamy sos sojowy i tak na malutkim ogniu przez kilka minut je dusimy, co jakiś czas mieszając
- po tym czasie wrzucamy pokrojonego na paseczki/porwanego na małe kawałki łososia
- podsmażamy aż łosoś nabierze bladego koloru i zrobi się delikatnie kruchy
- do smaku dorzucamy bazylię

- makaron układamy na talerzu i polewamy sosem/farszem całość
- lekko posypujemy pomidorkami
- podajemy dla gości! :D

A oto jak moje danie dzisiaj wyglądało :)





Na koniec co?

SMACZNEGO!!!

:D

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Lazurowy buraczek

Kiedyś ten dzień i post musiał nadejść :D

Piszę tak dlatego, że nie jestem jakimś ogromnym fanem tego typu jedzenia ale po takim zachwalaniu podobnego przepisu, stwierdziłem, że trzeba go odszukać i jak to zwykle u mnie bywa przerobić po swojemu :D No i tak powstała poniżej opisana... sałatka. Tak, tak, sałatka i to bez żadnego mięsiwa w sobie :P Z niedużym sceptycznym nastawieniem do tej sałatki, zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony (smakiem, nie samym sobą :P). Nie rozpisując się więcej, zapraszam do poniższej "lektury" i testowania przepisu na własnej skórze (kubkach smakowych).

Jakie składniki będą potrzebne?

Na sałatkę:
- mix sałat (do dostania w wielu sklepach już gotowe mieszanki)
- buraczki (ja użyłem konserwowych fajnych niedużych buraczków)
- pomarańcza (tak, jedna :) )
- kilka pomidorków cherry
- ser pleśniowy lazur (może być inny ser, ja ten uwielbiam, dlatego jest ten)
- garść pestek dyni (wyłuskanych z łupin :D)
- garść ziaren słonecznika (także wyłuskanych)

Na sos musztardowo-miodowy vinegret:
- łyżka musztardy (ja akurat miałem bawarską)
- łyżka miodu
- łyżka soku z cytryny
- około 3 łyżki oliwy z oliwek (ja miałem oliwę z czosnkiem)

Jak wszystko zrobić?
- sałaty wrzucić do miski
- kilka buraczków pokroić na plastry i dorzucić do sałat
- pomarańczę obrać i pokroić najpierw na plastry, a następnie na ćwiartki i dorzucić do reszty
- kilka pomidorków pokroić na ćwiartki i dorzucić (wiem, powtarzam się :D )
- ser połamać/pokruszyć na kawałeczki i posypać mieszankę
- dorzucić pestki dyni i słonecznik
- całość dobrze wymieszać

Teraz sos:
- musztardę, miód i sok z cytryny wymieszać razem, aż się połączą w jedną całość
- dodać oliwę i tak mieszać, aż całość będzie miało jedną konsystencję
- dodać do mieszanki

JEŚĆ :D

A poniżej jak zwykle moja wersja :)




SMACZNEGO :)


wtorek, 12 maja 2015

Coś na surowo... czyli TATAR!

Ale ale, nie taki typowy mięsny tatar :) Odkopałem gdzieś w jakiejś gazetce przepis na tatar z... tuńczyka. Tak, tak, tatar z tuńczyka :) natchnęło mnie i stwierdziłem, że muszę to wypróbować i zobaczyć jakie to będzie w smaku, oczywiście zmieniając co nieco w przepisie po mojemu :)

Jak zawsze podaję poniżej przepis :)

Co używamy/kupujemy/kroimy? (nie podaję ilości, ponieważ testowałem to na małych ilościach dla siebie)

- tuńczyk (mrożony albo jak jest możliwość to świeży)
- pomarańcza
- grapefruit
- oliwa (ja nie użyłem ponieważ zapomniałem ale i bez niej też jest smaczne)
- sól, pieprz, suszone pomidorki


Co i ze z czym?

- tuńczyka kroimy na malutkie kosteczki, takie około 5x5 mm i wrzucamy do miseczki
- tuńczyka od razu przyprawiamy, żeby w międzyczasie przeszedł przyprawami
- owoce kroimy na grubsze plastry i kroimy także w malutkie kosteczki, podobnej wielkości jak tuńczyka i zostawiamy sobie po jednym plastrze do dekoracji później
- całość mieszamy w miseczce i możemy dodać około sporej łyżki oliwy
- taką mieszankę wstawiamy do lodówki na około 10 minut
- po tym czasie wyciągamy całość i ponownie mieszamy aby zmiksowały się smaki
- rozkładamy całość na talerze i dekorujemy kawałkami owoców i podajemy dla gości jako przekąskę/przystawkę :)

A oto jak wyszedł mój tatar bez oliwy :D




SMACZNEGO!!!

sobota, 9 maja 2015

Omlet z jajem na bogato! A co!

Parę dni temu stwierdziłem, że czas najwyższy wymienić "dobitą" już patelnię, która nie wyglądała już najlepiej. Kupiłem więc całkiem fajną nową, a dzisiaj naszło mnie aby ją wreszcie przetestować. Znalazłem fajny, smacznie wyglądający przepis i go oczywiście zmodyfikowałem (jak to ja :P). Trafiło akurat na omlet jajeczny z dodatkami :) Poniżej jak zawsze przedstawiam co jak z czym i po co :D


Zaczynamy od składników (omlet wyszedł dość spory, więc akurat dla dwóch osób pasuje idealnie):

- 4 jajka
- pomidorki koktajlowe (daktylowe, cherry, różnie się nazywają ważne aby były te malutkie)
- oliwki (ja dorwałem oliwki zielone nadziewane kaparami)
- kilka/kilkanaście plasterków/kawałków chorizo
- ser pleśniowy (ja akurat miałem roquefort z zieloną pleśnią)
- sól, pieprz, inne przyprawy jak kto lubi
- 2 łyżki śmietany 12% albo większą ilość mleka
- około 150 ml wody gazowanej/delikatnie gazowanej
- olej/oliwa/masło (co kto lubi :P)


Jak i z czym co robimy?

- na początek przygotujmy jajeczną mieszankę na omlet, do tego potrzebujemy jajka, mleko/śmietanę, wodę i sól wymieszać razem trzepiąc to wszystko trzepaczką, aż pojawi się "pianka" na górze mieszanki
- odstawiamy na chwilę całość na bok
- kroimy chorizo na mniejsze kawałki, pomidorki na ćwiartki, oliwki na grube "plasterki"
- "oleimy" patelnię tłuszczem jaki mamy pod ręką
- podsmażamy chorizo, później dodajemy pomidorki i oliwki
- smażąc można przyprawiać już dany "farsz"
- odpowiednio podsmażony "farsz" odkładamy na talerz
- teraz na patelnię należy wylać mieszankę jajeczną na patelnię, nie mieszając mieszanki należy kręcić obrotowo patelnią aby mieszanka osadzała się na brzegach i właśnie ją odczepiamy lekko łyżką od patelni
- po odpowiednim ścięciu jajek, wrzucamy na całość nasz farsz i lekko podsmażamy
- tak przygotowany omlet należy poddusić jeszcze na patelni pod przykryciem przez kilka minut aż do dokładniejszego zmieszania się wszystkich smaków w międzyczasie dorzucając pokruszone kawałki sera pleśniowego (patelnię można zamiast na gazie wrzucić do piekarnika rozgrzanego do około 180 stopni, pamiętając o odpowiedniej patelni z nietopiącą się rączką :D)
- omlet po usmażeniu układamy sobie na talerzu, najlepiej "łamiąc" przy układaniu
- tak przygotowane danie podawać do stołu :)

A poniżej jak to zwykle bywa, efekty mojego eksperymentu :)




SMACZNEGO!!!

sobota, 7 marca 2015

Papardelle z pomidorowym chorizo :)

Dzisiaj miałem odwiedziny jednej z moich fajnych znajomych, a skoro takie odwiedziny to i jakiś fajny obiadek trzeba wykombinować. Chciałem wykombinować coś fajnego z makaronem, który właśnie mnie zainspirował w jednym z kulinarnych programów. Był to właśnie szeroki papardelle :) Później było kombinowanie ze składnikami, jakich użyć do tego makaronu. Podczas zakupów wleciało mi parę składników, które oczywiście wypiszę poniżej. Poprzez te zakupy i mieszankę myśli powstało danie, którego nigdy nie robiłem i nigdzie nie widziałem w żadnym programie ani w żadnej książce, czyli jest to moje indywidualne danie, którego nie zgapiłem :D

Nie rozpisując się przejdźmy do przepisu :)

Składniki dla dwóch osób?

- oczywiście opakowanie makaronu papardelle (ilość zależy od osób, które będziemy gościć, ja użyłem około 250 gram makaronu)
- opakowanie chorizo w plasterkach (można oczywiście kawałek całego kupić i pokroić w kostkę)
- puszka pomidorów krojonych bez skórki (około 400 gram)
- pół dużej cebuli (ja użyłem czerwonej)
- dwa spore ząbki czosnku
- sól (pieprz będzie zbędny poprzez smak chorizo)
- sos sojowy
- przyprawa suszonych pomidorów z czosnkiem i bazylią
- olej/oliwa

Jak wszystko robimy i kombinujemy?

- oczywiście makaron należy przygotować według instrukcji na opakowaniu :)

- na patelni lekko rozgrzać olej/oliwę i podsmażyć czosnek, który wcześniej należy rozdrobnić nożem
- pokroić cebulę (można jak kto chce, piórka, kostki, czy jakkolwiek)
- dorzucić cebulę do czosnku i zeszklić
- w międzyczasie pokroić chorizo na mniejsze kawałki i dorzucić na patelnię
- doprawić pomidorami suszonymi, można doprawić do smaku jak ktoś lubi ostrzejsze pieprzem
- smażyć całość na małym ogniu
- po kilku minutach smażenia dodać puszkę pomidorów, wymieszać wszystkie składniki i odparować niewielką ilość soku pomidorowego
- dodać sos sojowy do smaku i przyprawić przyprawami dla mocniejszego aromatu
- podgrzewać całość jeszcze przez kilka minut
- odcedzony makaron dorzucić do sosu i całość wymieszać dokładnie aby sos odpowiednio złączył się z sosem
- tak wymieszane danie możemy od razu nakładać na talerze i podawać :)

A oto jak wyglądała moja wersja dania:


Teraz pozostaje mi tylko życzyć SMACZNEGO! :D

niedziela, 18 stycznia 2015

Śmietankowa krewetka z makaronem

Nowy rok, to i nowy przepis. Parę dni temu przeczytałem kilka przepisów, z czego jeden z nich bardzo mnie zaciekawił. A jako, że nie lubię robić dań dokładnie tak jak jest w przepisie, to przerobiłem go po swojemu i wyszło coś nietypowego ale i zarazem bardzo smacznego.

Tak więc aby nikogo nie nudzić i się nie rozpisywać za bardzo, to poniżej jak to bywa, będę opisywał co i jak i z czym :D

Skład dania:

- makaron (może być każdy, jaki kto lubi, ja na testowanie wybrałem makaron "occhi di lupo Garofalo")
- opakowanie krewetek koktajlowych
- cebulka (najlepiej szalotka, 3 nieduże sztuki)
- śmietanka kremówka około 200-250 ml
- sos sojowy (około pół szklanki)
- pieprz
- suszone pomidorki z czosnkiem i bazylią
- czosnek (lub oliwa jak poniżej)
- olej lub oliwa z dodatkiem czosnku

Jak postępujemy:

MAKARON:

- oczywiście na początku musimy ugotować makaron (w moim przypadku nie było instrukcji na opakowaniu, więc ugotowałem w posolonej wodzie z dodatkiem oleju sporą ilość makaronu, a gotowałem około 12 minut :) )

PRZYGOTOWUJEMY SOS:

- na patelni rozgrzewamy olej/oliwę i smażymy szalotkę aż do zeszklenie i lekko w międzyczasie przyprawiamy pieprzem, pomidorkami, sosem sojowym
- krewetki wcześniej rozmrożone wrzucamy na patelnię i smażymy parę minut aż płyny trochę odparują i mieszamy co chwilę
- na sam koniec dodajemy śmietankę i gotujemy na patelni aż sos zgęstnieje i w międzyczasie też przyprawiamy wszystkimi przyprawami do smaku jak kto lubi :)

NA KONIEC KŁADZIEMY SPORĄ ILOŚĆ MAKARONU NA TALERZ I POLEWAMY SOSEM :D

A tak to wygląda w moim wykonaniu poniżej:



No to jak? SMACZNEGO!! :D

sobota, 13 grudnia 2014

Serowa przekąska

Ojjj dawnoooooooo ale to daaaaaawwwwwnnnnnooooooooo mnie tu nie było. Nie było czasu, pomysłów, a czasem chęci aby cokolwiek przygotować w kuchni... a czasem po prostu korzystałem ze starych przepisów :)

Dzisiaj natomiast naszło mnie, aby zrobić jakąś małą wieczorną przekąskę. W lodówce nie było zbyt dużo pomysłów (większośc już tylko do odgrzania jedzenia :P). Przypomniało mi się natomiast, że jakiś czas temu kupiłem dwa sery z myślą o zrobieniu właśnie jakiegoś dnia przekąsek serowych.

Tak więc dzisiaj wykorzystałem jedną z kostek serowych. Padło na ser MIMOLETTE. Fajny, miękki słodkawy ser o pomarańczowej barwie nadał się idealnie do wykonania jedzonka.

Cóż, więcej pisał już nie będę i przejdę do rzeczy, czyli do przepisu i wykonania :D


Co potrzebujemy?

- oczywiście spory kawałek sera (może być każdy ser, w jakiejkolwiek formie, oczywiście nie w plasterkach tylko w kostkach :) )
- jedno jajko (może być więcej, w zależności od ilości planowanych przekąsek)
- bułka tarta
- mogą być dodatkowo przyprawy do smaku jak ktoś lubi (najlepiej wymieszać je z bułką)


Przechodzimy do dzieła:

- jajko lekko roztrzepać w głębszym talerzu
- na płytkim drugim talerzu rozsypać sporo bułki tartej
- ser kroimy na kawałki o grubości około 1-2 cm (mogą być paluszki, talarki, kostki, jak kto lubi i ma wyobraźnię :) )
- kawałki sera maczamy w jajku, a następnie w bułce tartej, no i ponawiamy
- tak przygotowane kawałki sera układamy na rozgrzanym oleju/oliwie/maśle i smażymy do zrumienienia z każdej strony (nie martwcie się jak troszeczkę sera wypłynie)
- tak przygotowane przekąski układamy na talerzu i serwujemy gościom lub sobie :D

A poniżej jak zawsze moja wersja dania :)


A na koniec standardowo... SMACZNEGO! :)

środa, 13 sierpnia 2014

Spaghetti z krewetkami w pomidorach

Dzisiaj naszło mnie na zrobienie obiadu, w którym głównym składnikiem miał być makaron. Nie ważne jaki makaron, miał po prostu być. W myślach krążyło spaghetti ale najczęściej jakie robię to z tuńczykiem. Dzisiaj chciałem coś zmienić. W taki sposób po dłuższym rozmyślaniu wpadłem na zrobienie eksperymentu z krewetkami. Poszedłem więc do sklepu i na bieżąco wymyślałem składniki jakich użyje, nie myśląc o żadnym przepisie jaki mogłem kiedykolwiek zobaczyć czy przeczytać. Co do opisywania to na tyle, a mój eksperyment jak zawsze opiszę poniżej.

Gorąco zapraszam do lektury i do eksperymentowania :)

Jakie składniki potrzebujemy?

- makaron spaghetti (może być każdy inny, ja wybrałem ten, co do ilości to wszystko zależy ile osób będzie jadło :P)
- pomidory krojone bez skórki w puszce (można oczywiście użyć normalnych i obierać i kroić ale tak jest szybciej a wyjdzie to samo :P)
- opakowanie krewetek koktajlowych (mrożone 250 gram wystarczy, należy je wcześniej kilka minut przed smażeniem rozmrozić i można przy okazji trochę zalać sosem dla aromatu i smaku)
- 2 ząbki czosnku
- cebula (ja użyłem 4 malutkich cebul czerwonych)
- sos teriyaki albo sos sojowy
- przyprawy: pieprz, suszone pomidorki, zioła prowansalskie, papryka słodka (ogólnie każdy może doprawić jak lubi i co lubi, sól nie będzie potrzebna z powodu sosów powyżej)
- oliwa do smażenia
- przecier pomidorowy albo "keczap" dla zagęszczenia

Gotujemy!

- należy sobie oczywiście ugotować makaron (tak jak w instrukcji na opakowaniu :P)
- zaczynamy sos
- cebulę kroimy w piórka (oczywiście można także w kostkę), przeciskamy (bądź kroimy drobniutko) dwa ząbki czosnku
- na rozgrzaną oliwę wrzucamy cebulę z czosnkiem i smażymy aż cebula zmięknie, w międzyczasie przyprawiamy tą mieszankę przyprawami według gustu i lekko polewamy niedużą ilością sosu
- tak podsmażoną mieszankę zalewamy pomidorkami z puszki i redukujemy w tej mieszance płyny
- po kilku minutach (2-3 minuty) dorzucamy zamarynowane krewetki
- całość gotujemy i redukujemy sos przez około 6-7 minut, aż krewetki zmienią delikatnie kolor i lekko ugotują
- jeżeli sos jest zbyt rzadki można do niego dodać przecier albo "keczap"

Po przygotowaniu wszystkiego układamy makaron na talerzu i polewamy go sosem (jak ktoś lubi może też wymieszać makaron z sosem i tak podawać)

Poniżej moja wersja spaghetti z krewetkami :)


SMACZNEGO!!!! :D

poniedziałek, 7 lipca 2014

Kolacja z truflami w tle :)

Wczoraj (czyli w niedziele), stwierdziłem, że zrobię jakąś fajną kolacyjkę dla Weroniki. Szlajałem się więc trochę po sklepie w poszukiwaniu pomysłów i składników.  Olśnił mnie jeden z głównych dzisiejszych składników i przepis przeczytany w jednej z reklamowych gazetek oczywiście jak to u mnie bywa, przepis zmodernizowałem po swojemu, dalej opisze, o który przepis chodziło :) ). Na kolację złożyły się trzy składniki, mięsko jako główna część, sałatka i najpospolitsze frytki :D. Danie nie jest trudne do wykonania i też nie zajmuje ogromnej ilości czasu z życia. Przechodząc w takim razie do sedna tego wpisu i przepisu, poniżej opisuję wszystko co i jak i z czym.

Przepis podzielę na trzy części, gdzie w każdej z nich opisane będzie jak wykonać każdy ze składników na talerzu :)

Część 1:

Zaczynamy od sałatki, czyli tego składnika, który po zrobieniu go może troszeczkę postać w lodówce, zanim zrobimy resztę.

Składniki sałatkowe?

- około 10-12 winogron
- jedna gruszka (najlepiej ta z tych soczystych i twardych)
- przyprawy takie jak: pieprz, suszone pomidorki, czosnek suszony granulowany
- ser pleśniowy (ja użyłem złocistego lazura, który pasuje to bardzo fajnie)
- truflowa oliwa z oliwek (około 2 łyżki)

Jak przygotować?

- bardzo prosto :) winogrona i gruszkę myjemy, kroimy na małe kawałki (winogrona na ćwiartki, natomiast gruszkę na małe kostki po obraniu ze skóry) i wrzucamy do jakiejś miseczki do mieszania
- przyprawiamy wszystko tak jak kto lubi
- posypujemy sporą ilością startego sera pleśniowego i dodatkowo można dorzucić niedużą ilość wykrojonych kostek serka
- polewamy wszystko oliwą
- całość mieszamy, tak aby składniki odpowiednio się połączyły i odstawiamy do lodówki aby się przegryzło wszystko ze sobą

Część 2:

Czyli to co mięsożercy lubią najbardziej :D tą cześć także na koniec odstawić musimy na trochę na bok, bąź do lodówki :)

Co potrzebujemy?

- kurczakaaaa! a dokładniej to zależy ile osób będzie jadło ale ogólnie to pierś kurczaka
- przyprawy: pieprz, suszone pomidorki z czosnkiem i bazylią
- sos teryiaki (bądź też może być sojowy)

Co z czym gdzie i jak?

- piersi kurczaka należy pokroić na kawałki, najlepiej takie podłużne paski aby lepiej się smażyło i oczywiście oczyścić je ze zbędnych żyłek i tym podobnych różności, które nie będą nam potrzebne
- piersi układamy na folii aluminiowej (można je delikatnie naciąć aby przyprawy i marynata weszły wgłąb mięska)
- przyprawiamy powyższymi przyprawami z jednej i z drugiej strony (oczywiście także przyprawić można jak kto lubi i z jaką intensywnością)
- tak przygotowane mięsko wrzucamy do miseczki, bądź jakiegoś pojemnika i zalewamy sosem
- tak przygotowaną marynatę także odstawiamy do lodówki na około pół godzinki, aby smaki się połączyły

Część 3 i ostatnia i chyba najłatwiejsza :)

Co potrzebujemy?

- FRYTKI :D
- sól
- jak ktoś lubi to dodatkowe przyprawy :)

Jak to robimy?

- tego chyba nie muszę wam tłumaczyć :P a jak ktoś nie wie to instrukcja zawsze jest na opakowaniu :P a jak komuś się nie chcę jej szukać albo nie ma...
- należy wlać olej na patelnię (bądź do frytkownicy jak ktoś takową posiada), wrzucić frytki na patelnię i smażyć do uzyskania odpowiednio przyrumienionego koloru frytek
- zdjąć frytki z patelni i przyprawić :D

C. D. Części 2! :D

- przygotowujemy patelnię, na którą (tu werble...) wlewamy niedużą ilość oliwy truflowej z oliwek :D (wiem, dziwnie może to brzmi ale ta oliwa powala kubki smakowe na kolana, o ile takowe posiadają!)
- na lekko podgrzaną oliwę wykładamy kurczaka i smażymy kilka minut z jednej i kilka minut z drugiej strony i GOTOWY kurczak!


Tak przygotowane danie możemy ułożyć na talerzu jak poniżej i podawać gościom, życząc SMACZNEGO! :D